Giordano Bruno – fakty i mity

      Rząd włoski zezwolił w 1889 roku na wzniesienie na jednym z placów stolicy katolicyzmu pomnika ku czci Giordano Bruno.  Jak należy rozumieć, najważniejszym powodem wydania takiego zezwolenia była artystyczna wartość figury przedstawiającej myśliciela z Nolano, gdyż jak na razie nie istnieje żaden poważny dowód świadczący o tym,  że Bruno rzeczywiście został spalony przez Inkwizycję. W celu wywarcia większego wrażenia na turystach  pod pomnikiem umieszczono wzmiankę wyrytą na kamiennej tablicy, gdzie wspomina się także o innych „męczennikach za prawdę” takich jak Hus, Arnold z Brescii i Campanella.

blog_qk_18993_6318078_tr_giordanobrunostatue

Nie wiemy jednak z całą pewnością, że Bruno został skazany na śmierć, i że wymierzona została mu ta kara. Wiemy jedynie, że w  1592 roku został aresztowany przez Świętą Inkwizycję w Wenecji  wskutek oskarżeń o herezję. Nie chodziło o żadne oskarżenia odnoszące się w jakimkolwiek stopniu do badań naukowych, a już najmniej odnoszących się do rzekomej obrony przez Bruno teorii Kopernika, która w tym czasie nie znajdowała się na Indeksie.

Giordano Bruno, a właściwie Pilippo Bruno, gdyż Giordano jest imieniem zakonnym, które przyjął wstępując do Zakonu Dominikanów, od imiena drugiego generała zakonu błogosławionego Jordana z Saksonii, sądzony był, według obowiązującego wówczas prawa jako teolog, za głoszenie herezji, choć tak naprawdę istnieją podejrzenia, że głównym powodem aresztowania i usiłowania usunięcia Bruno z życia publicznego było propagowanie przez niego niebezpiecznych idei politycznych. Chciał on między innymi stanąć na czele nowej religii, co w XVI wiecznej Europie skąpanej już w krwi wojen katolicko-protestanckich, pamiętającej  o wyczynach Husa i hrabiego de Rais we Francji (satanisty, który w swoim zamku dla potrzeb kultu wymordował kilkaset osób, od którego wzięła się legenda o Sinobrodym, którym straszy się do dzisiaj dzieci we Francji)  stanowiło wystarczający powód do obaw przed nową krwawą łaźnią, bo dawni Europejczycy, wbrew poglądom marksistów-leninistów nie palili się wcale do rzezi, i też pragnęli życia w pokoju.  Wiemy też, że 6 lat później, sprawę przejęła Święta Inkwizycja w Rzymie, kontynuująca dochodzenie podczas którego Bruno traktowany był ze wszelkimi honorami, mieszkał wygodnie, otrzymywał wykwintne posiłki, dodatkowo wykwintniejsze podczas świąt. Najprawdopodobniej (bo nie istnieją ślady w dokumentach źródłowych) został skazany na śmierć, lecz nie wiemy czy kara została wykonana dosłownie, czy też spalono, jak to było już wtedy w zwyczaju, jego kukłę.

bio3b

Skąd więc wzięła się legenda o spaleniu Giordano Bruno? Miał on umrzeć na stosie 17 lutego 1600 roku tymczasem pierwsza, publiczna wzmianka o tym fakcie medialnym pojawiła się dopiero w drugiej połowie XVII stulecia. W roku 1600 nikt, ale to dosłownie nikt w całej Europie o tej śmierci nie donosił. Watykańskie dokumenty wspominają o dochodzeniu w sprawach teologicznych przeciwko Bruno, ale nie ma w nich śladu o wyroku, ani też o egzekucji, chociaż w podobnych przypadkach dokumenty takie opisują szczegółowo sentencję wyroku jak i przebieg wymierzenia kary. Nie ma najmniejszego śladu o tym wydarzenia także w dokumentach zagranicznych ambasad przy Watykanie, które zwykły na bieżąco relacjonować wszystkie ważne i nieważne wydarzenia, nie ma takiego śladu w dokumentacji ambasadora Wenecji, który w szczególny sposób był zainteresowany sprawą, która dwa lata wcześniej przeszła spod jurysdykcji Wenecji pod jurysdykcję Rzymu.

Wydarzenia, które nastąpiły wiele lat później świadczą na niekorzyść legendy. Pierwszą osobą, która wspomniała o tym wydarzeniu był, według dokumentacji Bruckera (Brucker, Hist. de la philos., 5e vol., p. 27. E. Saisset, Revue des Deux Mondes) luterański pastor Johan Henrich Ursin, który we wstępie do swego dziełka Komenatrze do Zaratustry opublikowanym w drugiej połowie XVII wieku cytuje znaleziony w wydanej w Niemczech w 1621 roku książce (sygnowanej przez nieistniejącego autora, z fałszywym miejscem i datą druku) Machiavellizatio, list przypisywany niejakiemu Gasparowi Schoppowi, pisany do jego przyjaciela Rittershausena. Jednak ani Brucker, ani Ursin nie widzieli oryginału listu, cytując go tylko z książki, której wspomniany wyżej sposób wydania nie przemawia za jej wiarygodnością.

Kim był autor owego rzekomego listu? Gaspar Schopp (Scioppus) to znany filolog z Neumarktu w Palatynacie, i barwna postać przełomu XVI i XVII stulecia.  Podróżował po Włoszech, Hiszpanii, i Niemczech, wyrzekł się protestantyzmu, w którym został wychowany i osiedlił się w Rzymie gdzie został przyjęty z honorami przez papieża Klemensa VIII. Znany z częstych zmian upodobań, zmiennych humorów i poglądów, niestałości i wielkiej pychy, po wielu zawirowaniach schronił się w Padwie, gdzie zmarł w 1649 roku znienawidzony przez wszystkich: tak katolików jak i protestantów. Jego życie było nieustannym odwoływaniem poprzednio wyznawanych fanatycznie poglądów. Wielbiciel dzieł Józefa Scaligera, potem żywo z nim polemizował, nawrócony na katolicyzm dzięki pracom teologicznym Jezuitów, później zaciekle zwalczał ich poglądy.

To jemu dziełko Machiavellizatio przypisuje autorstwo listu, który jak na świeżo nawróconego katolika, Niemca brzmi co najmniej dziwnie. Otóż pisząc do Rittershausena, w tydzień po egzekucji Bruno, Schopp zaczyna od wspominania, że według powszechnej opinii Rzym skazał Giordano Bruno za… luteranizm. Zupełnie jakby ten niedawno nawrócony na katolicyzm naukowiec chciał w luteranach wzbudzić jeszcze większą niechęć do katolików, co już wydaje się nieprawdopodobne. Raczej starałby się usprawiedliwiać papiestwo. Wszystkie inne, znane pisma Schoppa z tego okresu świadczą o jego wielkiej gorliwości typowej dla nowo nawróconego. Tymczasem list pisany do przyjaciela protestanta, według zapewnień, dla zdjęcia z dworu papieskiego zarzutów o okrucieństwo, w gruncie rzeczy dorzuca okoliczności obciążające i wzmagające nienawiść protestantów do katolicyzmu. Mało tego, w pierwszej części listu Schopp zabawia się w opis życia Giordana szczególny nacisk kładąc na przypominanie o wydarzeniach związanych z jego pobytem w Niemczech, zupełnie jakby adresat listu, też Niemiec o tym w ogóle nie wiedział, co jest samo w sobie nieprawdopodobne i świadczy raczej o chęci napisana dziełka propagandowego. W zakończeniu listu natomiast znajduje się wzmianka, że dzięki swej karze „Bruno będzie mógł w innych światach, w których istnienie tak wierzył, opowiadać jak to Rzymianie zazwyczaj traktują bezbożnych i bluźnierców”. Takiego sformułowania nie użyłby na pewno przyjaciel Rzymu, starający się raczej bronić Kościół przed fałszywymi zarzutami.

Z chwilą więc publikacji rzekomego listu Schoppa, który jest w ogóle jedynym dokumentem opisującym wyrok i egzekucję Giordana Bruno legenda ruszyła. Około 1680 roku jeden z erudytów, znany jako Nikodemus starał się zweryfikować autentyczność listu Schoppa i nie potrafił jej potwierdzić, co wzbudziło niechęć przyszłych historyków. Legenda, o której w ogóle mało kto wiedział zaczęła coraz bardziej się rozpowszechniać, lecz nie dzięki znalezieniu nowych dokumentów, ale dzięki umieszczaniu jej w coraz to większej liczbie publikacji. W 1701 roku, a więc 101 lat po nieudowodnionym wydarzeniu Struvius upowszechnił list przypisywany Schoppowi w Actes littéraires. Od tej pory opowiadane przypisywane Schoppowi nie zyskało dowodów na swoją autentyczność, ale zyskało większą ilość chętnych czytelników a w konsekwencji większą ilość tych, którzy opowiadaniu temu uwierzyli. Historycy tacy jak, Toland, w Anglii, Mathurin Veyssičre de la Croze (mnich apostata zbiegły do Niemiec) i Nicéron we Francji uznali jak Struvius autentyczność listu. Jedynie historycy w Italii, najbardziej predysponowani do weryfikowania takich informacji wydawali się nieprzekonani;  w 1726 roku jeden z bibliofilów włoskich, Haymius, podawał zupełnie inną wersję wydarzeń odnoszących się do Giordano Bruno i głosił, że filozofa tego spalono jedynie symbolicznie poprzez umieszczenie na stosie figury, który go przedstawiała.

43534_1435x2000

Milczenie wszystkich współczesnych, absolutne milczenie, ponieważ list Schoppa  nie wytrzymuje poważnej krytyki historycznej, jest czymś naprawdę niewytłumaczalnym,  jeśli Bruno faktycznie został spalony w Rzymie. Czy taka egzekucja, w środku Rzymu, tego Rzymu, gdzie w przeciwieństwie do Hiszpanii czy Francji stos nie był codziennością,  mogła przejść niezauważona ? A przecież skazany nie był kimś nieznanym, zwykłym bezbożnikiem, ale słynną osobistością. Jednak nic z tego! To jeden z najsłynniejszych filozofów Europy, najzacieklejszy wróg Rzymu i chrześcijaństwa. Zostaje spalony i nikt na to nie zwraca uwagi! Przynajmniej nikt nie pisze na ten temat w żadnym wydawnictwie epoki. A kiedy w 1619 roku inny filozof, bezbożnik Vanini zostaje stracony w Tuluzie, wszyscy o tym piszą. Niezależnie od relacji Grammonda, mamy świadectwo Mersenne’a, mamy opis wydarzenia w  Mercure de France. W przypadku Giordano Bruno żaden współczesny autor nie poświęcił temu tragicznemu wydarzeniu ani słowa. W czasach zaciekłych sporów religijnych ani jeden protestancki pisarz nie wspomina o tym wydarzeniu choćby po to, by skierować nienawiść współwyznawców na Rzym, nie pisze o tym żaden katolik starając się o uzasadnienie tego wydarzenia. Dlaczego? Najprawdopodobniej ani katolicy ani protestanci o takim wydarzeniu w ogóle wtedy nie słyszeli.  

Można byłoby w zamian postawić pytanie o to, co stało sie z Bruno po jego uwięzieniu w Rzymie w 1598 roku jeśli egzekucja nie miała miejsca. Nie wiadomo. Brak jakichkolwiek danych. Jednak milczenie współczesnych o losach Bruno jest jeszcze bardziej dziwne gdyby hipoteza o jego spaleniu była prawdziwa. Wydaje się, że pozostał w Rzymie, być może uwięziony do końca życia w jednym z klasztorów swego zakonu. Wiemy bowiem, że przez cały czas trwania procesu zjawiali się u niego dominikanie, jego współbracia, usiłując namówić brata, za jakiego w dalszym ciągu go uważali do wycofania się z herezji i powrotu na łono Zakonu. Oczywiście, taka hipoteza, równie prawdopodobna, co hipoteza o spaleniu Bruna przy całkowitym milczeniu i ciszy w mediach epoki nie jest dziś wygodna i stoi w sprzeczności z naszymi dążeniami do fantazjowania. Z reguły dziś dla większości obraz Giordana Bruno to obraz człowieka, naukowca, umierającego za prawdę, rzucającego wyzwanie swym sędziom i umierającego ze stoickim spokojem osoby pewnej sprawiedliwego osądu przyszłych pokoleń. Tak trudno wyobrazić go sobie umierającego ze starości w habicie dominikańskim. Jednak o wiele trudniej jest wyobrazić sobie kaźń publiczną słynnej osobistości, o której nikt nie wiedział, ani się nią nie wzruszył.

Publicités

18 commentaires sur “Giordano Bruno – fakty i mity

  1. W swoim dziele Spaccio della Bestia Trionfante(czyli Wygnanie Triumfującej Bestii) Bruno pisze, że owa bestia to występki stojące na przeszkodzie boskiej części duszy ludzkiej. Ale daje do zrozumienia również, że bestią jest także papież i cała struktura kościoła katolickiego. Ciekawy rozdział na temat g. Bruno (czyli Nolańczyka) jest w książce « TALISMAN. Sacred Cities, Secret Faith » autorstwa Grahama Hancocka i Roberta Bauvala (he he! 3 lata temu użyłem tej książki na dworcu w Warszawie jako znaku rozpoznawczego dla spotkania z pewnym młodym gnostykiem, nieraz się odzywającym także w tym portalu…). Bruno był niezwykle elokwentnym i oczytanym człowiekiem, toteż chętnie powierzano mu posady na uniwersytetach, a jego wykłady cieszyły się ogromną popularnością. Tym bardziej, że Bruno posiadał wprost genialną pamięć, którą celowo ćwiczył i rozszerzał swoim systemem talizmanów myślowych, które oznaczały konkretne treści i fakty. Owe talizmany umożliwiały mu sięganie pamięcią do wielu szczegółów, których inaczej by nie zapamiętał. Nie wiem, czy Bruno istotnie został spalony brak bezpośrednich dowodów pozostawia miejsce dla spekulacji i dociekań i bardzo dobrze, że negacjonista nie pójdzie za to siedzieć, nie wyleją go z roboty ani nie zapłaci grzywny, ani też żadna liga przeciw zniesławieniu Giordana Bruna nie obsmaruje go łajnem w mediach – a jego artykuł nie zostanie cichcem usunięty, ocenzurowany lub zakazany (ach, jaka szkoda, że taka rozsądna reguła nie jest udziałem innych negacjonistów!…) . Bruno nie był astronomem, a jego stosunek do teorii polskiego/niemieckiego ( też pole do spekulacji!) astronoma Kopernika miał nie tylko naukowy aspekt. Otóż reformacja, którą proponował miała się począć z kosmosu. Prawdopodobnie idee takie Bruno zaczerpnął z « Kore Kosmou » , klasycznego dzieła hermetyckiego (od Hermesa Trismegistusa). W skrócie: w tym dziele Izyda poucza Horusa i Momusa, że porządek świata musi być utrzymany zgodnie z porządkiem rzeczy w niebie, aby uniknąć chaosu i zniszczenia… Horus zaś zwraca się do Momusa: Momusie (…) skonstruuję tajemną maszynę połączoną z nieomylnym i nieuniknionym przeznaczeniem, poprzez którą wszystkie sprawy w życiu ludzi, od urodzenia aż po ich ostateczną destrukcję, będą przez konieczność wzięte w ujarzmienie; i wszystkie rzeczy na ziemi podobnież kontrolowane będą działaniem tej maszyny…Krótko mówiąc, Bruno wzorem antycznych hermetyków egipcjanizujących pragnął, by porządek świata wynikał z natury kosmosu. Był on zatem rodzajem wizjonera, którego chyba trudno byłoby sądzić za naukowe eksponowanie teorii astronomicznych… Zwłaszcza, jeśli samego Kopernika nikt nie spalił żywcem… Zapewne wasz strach przy wydaniu wyroku na mnie jest większy niż mój przy jego przyjmowaniu miał odpowiedzieć swym sędziom Bruno, gdy usłyszał wyrok skazujący go na stos w styczniu 1600 roku. Na stronie 223 powyżej przedstawionej książki Talismanautorzy twierdzą, że ten Gaspar Schopp z Wrocławia (o którym mowa w artykule) był naocznym świadkiem tego procesu. Gaspar Schopp to chyba odpowiednia postać do zestawienia z Brunem i to nie tylko z powodu owej relacji o skazaniu. Ale chyba i dlatego, że Bruno zdawał się mieć (jak niejeden wizjoner) dużo wspólnego z Schoppem: podobny charakter, który prowadził go wprost do skłócenia niemal ze wszystkimi partiami liczącymi się wówczas: miał na pieńku katolikami, ale i z luteranami jak najbardziej również: ci bowiem też się go wyrzekli i też go ekskomunikowali… Tak: zdaje się nie być dowodów i zapisów procesu ani wyroku na Nolańczyka. … Procesu i wyroku na Nazareńczyka też zresztą nie… Cheers!!!

    J'aime

  2. Szanowny medieval-manZ czystej życzliwosci załączam kilka uwag krytycznych do twego szkicu na temat Bruna. Bardzo satysfakcjonujaca byłaby wieść, iż nie spalono Bruna, jednak znając cię jestem przekonany że bardziej interesuje cię prawda niż efekt propagandowy. Znamy się z foru, « Kosciol » skąd wykluczyli mnie nawiedzeni « moderatorzy », rzekomo w obronie dobrych obyczajów; Baza żrodłowa jest nieco bogatsza, niż podaje autor na którego się powołujesz, a list Schoppego zinterpretowany nader wybiórczo, by nie rzec opacznie. « Akta procesu » GB są dostępne po polsku: « Giordano Bruno przed trybunałem inkwizycji – akta procesu », tłum. z włoskiego W.Zawadzki, Książka i Wiedza, W-wa 1959. Książka jest łatwo dostępna, często pojawia sie na aukcjach Allegro. Rzecz opatrzył wstępem Andrzej Nowicki, i sam ów tekst jest tak zabawnym zabytkiem mentalności wczesnego PRL-u, że warto go przeczytać. Przypisy zredagowano na podstawie wydania moskiewskiego z 1950. Zarowno wydawnictwo, jak i osoby opracowyjacych nakazują ostrożenie patrzeć na wartość naukową owego wydania, jako ze publikowano je z oczywistych względów propagandowych. Jednak przekonanie o spaleniu Bruna krolowało wtedy tak niepodzielnie, iz trudno przypuścić iż w przypisach radziecki czy polski wydawca mataczą, by zatrzeć watpliwości, których nikt nie żywi; prędzej należy przyjąć że zostały bez podania źródeł przytoczone z wloskiego wydania. Ów zbior to jedyne źródła do procesu, gdyż pelne akta zaginęły. Jednak jego zawartość nie jest podawana w wątpliwość, nie czyni tego przynajmniej ostatnia wydana w Polsce praca o GB: Michele Ciliberto, Wstęp do Bruna, Polska Akademia Nauk – Instytut Filozofii i Socjologii, W-wa, 2000 (włoskie wydanie z 1996)Otóż oprocz listu Schoppego zbiór zawiera: Dokument XXXVII -Komunikat « Avvisi di Roma » o mającym nastąpić speleniu GB z 12.02.1600; XXXVIII – « Avvisi di Roma » z 19.02.1600 – komunikat o speleniu żywcem GB na Campo di Fioreavvisi – ręcznie pisane informacje rozlepiane na murach Rzymu, coś w rodzaju ówczesnych gazet; często mieszały informacje prawdziwe z bałamutnymi, w tym wypadku ubarwiające treść komunikatu o spaleniu; przytoczone avvisi ma być urzędowe, wydawanych przez wladze papieską; bywały tez zmyślone – rodzaj satyry na ową władze – o czym również informują przypisy; XXXIX – « Ritorni di Roma » o spaleniu GB z 19.02.1600 jw, z dodatkiem, że był « zakneblowany »; – Ritorni – to biuletyny zebranych wiadomości; XL – Relacji Ventimigli, ucznia GB o jego spaleniu (informacja z trzeciej ręki – z biografii GB Domenica Berti, powołującego sie na rękopis Manciniego zawierajcy relację o opowiadaniu Ventimigli – rękopis nie jest poza tą wzminką znany)XLI – Doniesienie Bractwa św. Jana Chrzciciela z 16.02.1600 – krótka relacja czlonkow bractwa o spaleniu żywcem GB, w obecności ww, towarzyszących mu do końca. Bractwo istniało do 1889, kiedy rewizja urzdnikow ministerialnych odkryła archiwum opisow egzekucji, którym towarzyszło bractwo. XLII – List Schoppe – list ów twierdzi ze GB został spalony jako heretyk, natomiast suponuje, iż zapytywani Włosi twierdziliby że spalono go jako luteranina, bowiem slowo luteranin czy heretyk to dla nich synonimy, a w istocie w ogole nie orientuja sie w róznicach między herezjami; w dalszej częsci Schoppe zapewnia ze kalwin czy luteranin, byleby nie budzili publicznego zgorszenia, czyli nie glosili herezji, mogą sie czuć w Rzymie zupełnie bezpiecznie. List bierze więc w obronę Koscioł, czyli czyni coś dokladnie przeciwnego, niz referuje to krytyk jego autentycznosci.

    J'aime

    1. dzięki Ci, Avicenna, czy Eriugena, jak mniemam. Podejrzewam, że prawdy, co do sprawy Giordano Bruno nie odkryjemy do końca. Oczywiście zależy mi na prawdzie, ale skoro ta jest nie do końca dostępna to może warto podważać bezkrytycznie utrzymywane mity?Podajesz sprawę avvisi – rzeczywiscie, takie komunikaty istnialy, rzeczywiście istnieje. Istnialy też Ritorni, gdzie można odnaleźć wzmiankę o egzekucji. Pytanie tylko: czyjej? Pytanie jest nie takie głupie, bowiem w Rzymie (w przeciwieństwie do miast Francji) w tym czasie nie wykonywano egzekucji na heretykach, a raczej wykonywano coś w rodzaju egzekucji zastępczych – palono na stosie kukły heretyków, co i tak funkcjonowalo oficjalnie jako « spalenie heretyka ».Natomiast ktoś inny podal mi, że w Paryzu w 1624 roku o. Mersenne historyk wydał książkę zatytułowaną L’impiete des deistes (Bezbożność deistów), w której wspomina o spaleniu na stosie Giordana jako « ateisty spalonego w Italii ». Więc cała prezentowana przeze mnie teoria leży w gruzach?Nie do końca.Okazuje sie, że 1624 rok to druga książka tegoż Mersenna. Pięc lat wcześniej Mersenne wydał Quæstiones in Genesin, gdzie pisal także o heretykach skazywanych na karę śmierci i w tej książce nie ma śladu wspomnienia o Giordano.Ciekawe skąd w 1624 roku « dowiedział się » o procesie i egzekucji, o ktorych nie miał pojęcia wczesniej? Rok 1619 to data przypuszczalnej mistyfikacji Schoppa , a także data rzeczywistego spalenia w Tuluzie innego slynnego heretyka Vaniniego. I tutaj dziwnie łączą się te dwa wydarzenia: mistyfikacja listu Schoppa oraz spalenie Vaniniego, gdyż opis spalenia Bruna dziwnie przypomina w szczegółach (odrzucenie krzyża, rzucanie na podawany mu krzyż przed egzekucją wściekłych spojrzeń i obrzucanie go obelgami, zanotowane przez wiarygodnych świadków), zachowanie VaniniegoOprócz tego wszystkiego, oprócz zachowanych avvisi (mało wiarygodnych ze względu na to, że faktycznie w Rzymie wykonywano wtedy jedynie egzekucje symboliczne) nie ma innych dokumentów. A najdziwniejszy jest brak jakiejkolwiek wzmianki o egzekucji Bruno w depeszach ambasadora Wenecji w Rzymie kierowanych do jego rządu. Ich spis znajduje się w pracy V. César Cantu, Heretycy w Italii.Pozdrawiam Cię serdecznie. I przyznam, że brakuje mi możliwości czytania Twoich wypowiedzi. Gdzie obecnie buszujesz w internecie? Jeśli to nie jest niedyskrecja?

      J'aime

      1. Awicenne, Eriugena…. to niektore z mych internetowych imion. Zapomniałem już gdzie jakiego używałem, gdyz udzielam sie rzadko i nic ciekawego nie piszę. Zmęczyłem sie bezowocnymi probami nauczenia czegokoliwek kogokolwiek i podziwiam twoja wytrwalośc i rosnacą erudycję. Zagladam czasem co piszesz i tak odkryłem ten portal. Jestem twoim wiernym kibicem. Zachowuję linki do niketorych fragmentów. Twoja analiza epizodu w wieża Babel – znakomita. Za wytrwlośc i ewangeliczną łagodnośc zasluzysz sobie zapewne na tytuł pierwszego sieciowego doktora koscioła. Co do meritum, zacznijmy od żródel. Wazniejsze od avisi jest moim zdaniem wspomnienie z bractwa opiekującego sie skazanymi w drodze na stos. Jednak głownym twoim argumentem jest milczenie żródeł, ktore wg twojej opinii powinny o tej egzekucji wspomnieć. Musze jednak zwrocic uwagę że jest to argument tego typu, co kwestionowanie historycznosci Jezusa, poniewaz milcza o nim historycy rzymscy. a zrodla chrzescijanskie są stronnicze. Odpowiedz na to jest bardzo prosta – nie nalezy przeceniac osoby skromnego nauczyciela religijnego – nie był on tak wazny dla wspołczesnych. Podobnie może być z Brunem – jego znaczenie zostało wyolbrzymione z powodów propagandowych. Jego « filozofia » bedące mieszaniną magii, animizmu i pantezimu nie jest tak wybitnym osiągnieciem, choc dzis często podkresla sie jego role jako « wynalazcy » nieskończonego wszechswiata (idea skądinad fałszywa) i obrońcy kopernikanizmu, co jest pozbawione sensu, poniewaz Bruno nie mial nawet szans na zrozumienia naukowej strony dociekań Kopernika. Wspołczesni pamietali go przede wszystkim jako kłotliwą wredotę (J.M.Bocheński nazwal go nawet kanalią), a nawet hochsztaplera (okolicznosci jego zatrzymania w Wenecji), i to zarowno protestanci jak i katolicy, dla ktorych jednako był heretykiem (nie zapominajmy, ze protestanci wcale nie byli przeciwnikimai stosów). Byloby ciekawym przesledzic jak w zasadzie rosła legenda Bruna, która z czasem uczynila go bezpodstawnie « świetym » nauki. Byc moze fakt, ze jego egzekucja nie wywarla większego wrażenia na wspolczesnych, mowi nam cos o jego rzeczywistym dla nich znaczeniu. Trudno też uwierzyc, aby po pozornej nawet egzekucji, ktoś o charakterze Bruna, wyjatkowo niestałym, i przekornym, nie dal ponownie znac o sobie, lub ze nie zachowala sie nawet najmniejsza wzmianka o jego dalszych losach, w jakis wspomnieniach, czy korespondencji. O ile mi wiadomo, w Rzymie pomiedzy 1542 a 1600 spalono, wcale nie in effigie, 120 osób, w tym wiele znanych z imienia, np Pomponio Algieri, czy Bartolomeo Bartoccio, czy mniej znanego, ale rozsławionego przez Carla Ginzburga, Domenica Scandelle zw. Menocchio, spalonego po uprzednim uduszeniu. Stosunek egzekucji in effigie do rzeczywistych jest jak zwykle trudny do ustalenia, niewykluczone ze tych pierwszych było po prostu jeszcze więcej. Faktem jest, ze po polsku nie dysponujemy zbyt wieloma naukowymi publikacjami o inkwizycji. Ja opieram sie na eseju Lech Szczuckiego zamieszczonego w Philuppus Camerarius « Prawdziwa i wierna relacja o uwięzieniu w Rzymie » . W-wa 1984, pod tyt: « Inkwizycja rzymska w XVI wieku ». (allegro jest tym zasypane – i to po kilka zł). Co do innej literatury po polsku, doczekalismy sie nareszcie pierwszego porządnego opracowania, ograniczonego niestety do średniowiecza: Paweł Kras « Ad abolendam diversarum haeresium pravitetem – system inkwizycyjny w średniowiedznej Europie », Lublin (KUL) 2006. Godne polecenia jest Henry Kamen « Inkwizycja hiszpańska » )PIW – ceram). To wlasciwie wyczerpuje naukowa literaturę wsrod poloników. Ciekawa jest teza Kamena , ze przesladowania przez hiszpańska inkwizycje mialy za podłoże zjawiska spoleczne dalekie od religijnego chrakteru. Ciekawą wzmiankę znalazłem tez na stronie 175 pracy Alistera McGratha (przetlumaczono też dwie jego ksiązki krytukujące Dawkinsa): « Jan Kalwin – studium kształtowania kultury Zachodu », W-wa 2009 (Semper). Zacytuję: « Dla wspołczesnego czytelnika « herezja » może oznaczać wyraz opinii sprzecznych z panujaca ortodoksją i jako taka stanowic przejaw kreatywności i osobistej wolności. … na tak nowoczesne rozumienie tego terminu wiek XVI nie był przygotowany. Szczegołowe studia socjopolityczne nad najwazniejszymi herezjami w dziejach chrzesciajnstwa wskazują, że nie ograniczały sie one wyłącznie do idei, lecz miały znacznie szersze cele społeczne i polityczne. Np spór z donatyzmem … wydawał sie na pozór dotyczyć jedynie sprzecznego pojmowania natury Kościoła; fundamentalną jednak sprawą były napiete stosunki między rdzenną ludnością Afryki – Berberami – a kolonistami rzymskimi ». Problem jednak polega na tym, że ten poziom dyskusji o inkwizycji nie jest możliwy w netowej dyskusji. Też cie bardzo serdecznie pozdrawiam.

        J'aime

      2. Jak zwykle masz bardzo dużo racji. Ja w ogóle tezy o niespaleniu Bruna bronię tylko dla dobra dyskusji o czymś zupełnie innym. Moje rozważania na ten temat powstały w pewnym określonym kontekście dyskusji z ateistami, głownie na portalu Kosciol.pl. Chciałem im wskazać, że chociaż pragną nazywać siebie i uchodzić za racjonalistów, to w rozmowach, dyskusjach, argumentowaniu bardzo często podpierają się mitami, z których jedne były świadomie budowane, inne powstały przypadkowo. Chciałem wskazać, że chociaż sprawa spalenia Bruno może być zupełnie prawdopodobna, to jej recepcja dzisiaj, zwłaszcza w kręgach wojujących (zaciekłych) ateistów opiera się nie tyle na dokumentach i świadectwach, co na recenzjach tych świadectw powstałych znacznie później – głównie encyklopedia Bayle’a, który stał się niejako inspiracją Oświecenia i trwania oświeceniowych przesądów do dnia dzisiejszego.Dlatego w komentowanym przez Ciebie tekście większą uwagę zwracam na proces tworzenia się mitu o Bruno, wraz z kształtowaniem pewnego stereotypu: krwiożerczy zacofany katolicyzm contra postępowy i niewinny Bruno (w domyśle paradygmat scjentystyczny). Dlatego piszę o Schoppie, który nie zadowala się relacją, ale jej emocjonalnym podaniem, pisze o pastorze Ursinie, który ochoczo cytuje Schoppa, dlatego piszę o poprzednikach encyklopedystów, takich jak Struvius, Toland, De la Croze… powinienem więcej o Bayle’u czy Bruckerze.Tak więc, świadectwa bractw – masz rację, mogą być traktowane za rozstrzygające. I nie mam problemu, żeby je zaakceptować. Natomiast Twoje porównanie historii Bruno do dziejów Jezusa z Nazaretu działa w obie strony. Oznacza to, że dostrzec można zadziwiającą niekonsekwencję: racjonaliści skłonni do traktowania przekazów na temat Jezusa za mit, oburzają się gdy ktoś proponuje im tak samo uznanie przekazów o śmierci Bruna za mit w sytuacji gdy to oni właśnie opierają się nie na czymś innym, ale na opiniach późniejszych o co najmniej sto lat od opisywanych wydarzeń, a nie na samych wydarzeniach.Co do poziomu popularyzacji wiedzy historycznej w Polsce, jestem jeszcze bardziej niż Ty zbulwersowany. Mało jest poloników odnośnie do wiedzy historycznej na temat wydarzeń sprzed epoki Odrodzenia. Akurat zajmuję się teraz dziejami Bizancjum i o ile w innych językach znaleźć mogę bogactwo materiałów, to poszukiwania w necie wielu podstawowych haseł z tej dziedziny skazane są z góry na niepowodzenie. Oczywiście istnieją (skromne w porównaniu do zachodnich) publikacje takich ośrodków jak łódzkie, krakowskie czy warszawskie katedry bizantynistyki, ale ugrzęzły one w katedralnych księgozbiorach. Kilka pozycji z nieśmiertelnym Ostrogorskim na czele to za mało, by do świadomości przeciętnego Polaka dotarł fakt istnienia niesamowicie bogatej cywilizacji i kultury w czasie gdy jego zachodnioeuropejskie korzenie ledwie zaczęły wypuszczać pierwsze odrośle historycznej obecności. Przeciętny Polak więcej wie o starożytnym Egipcie, niż o Cesarstwie bizantyńskim. No, ale to niezwiązane z tematem….serdeczne pozdrowienia z nadzieją na więcej pouczeń i wskazówek

        J'aime

      3. > Twoje porównanie historii Bruno do> dziejów Jezusa z Nazaretu działa w obie strony. Oznacza> to, że dostrzec można zadziwiającą niekonsekwencję:> racjonaliści skłonni do traktowania przekazów na temat> Jezusa za mit, oburzają się gdy ktoś proponuje im tak samo> uznanie przekazów o śmierci Bruna za mit w sytuacji gdy to> oni właśnie opierają się nie na czymś innym, ale na> opiniach późniejszych o co najmniej sto lat od opisywanych> wydarzeń, a nie na samych wydarzeniach.Na tym własnie polega różnica między tymi ktorzy racjonalność traktują powaznie, a tymi, ktorzy ją jedynie deklarują. Etyka (logika) rozumu nie zezwala na odrzucanie tych faktow historycznych ktorych odrzucenie sprawia więcej trudności, niz ich przyjęcie. Do takich własnie naiwnych kontestacji nalezy odrzucanie historyczności Jezusa z Nazaretu; i masz racje, że odrzucenie faktu spalenia Bruna jest analagia dobrze obrazujaca nierozumnośc tego typu operacji. Jako taki chwyt erystyczny per analogiam, typu – jesli odrzucamy historycznośc Jezusa, to dlaczego nie Bruna – jest znakomitym argumentem, zwłaszcza ze internetowi wyznawcy kultu Bruna zwykle nie czytaja niczego poza wikipedią, ktorej najczęściaje tez nie rozumieją, a juz zeby siegac choc do polskich tłumaczeń żródeł, to po prostu czysta abstrakcja. Po co, przeciez wiadomo, że kosciol kontrolowal PRL i jego wydawnictwa… > Co do poziomu popularyzacji wiedzy historycznej w Polsce,> jestem jeszcze bardziej niż Ty zbulwersowany. Mało jest> poloników odnośnie do wiedzy historycznej na temat> wydarzeń sprzed epoki Odrodzenia. Akurat zajmuję się teraz> dziejami Bizancjum i o ile w innych językach znaleźć mogę> bogactwo materiałów, to poszukiwania w necie wielu> podstawowych haseł z tej dziedziny skazane są z góry na> niepowodzenie. Oczywiście istnieją (skromne w porównaniu> do zachodnich) publikacje takich ośrodków jak łódzkie,> krakowskie czy warszawskie katedry bizantynistyki, ale> ugrzęzły one w katedralnych księgozbiorach. Kilka pozycji> z nieśmiertelnym Ostrogorskim na czele to za mało, by do> świadomości przeciętnego Polaka dotarł fakt istnienia> niesamowicie bogatej cywilizacji i kultury w czasie gdy> jego zachodnioeuropejskie korzenie ledwie zaczęły> wypuszczać pierwsze odrośle historycznej obecności.> Przeciętny Polak więcej wie o starożytnym Egipcie, niż o> Cesarstwie bizantyńskim. No, ale to niezwiązane z> tematem….Świeta racja. Napewno wiesz, że WAM wydal I cześc zapowiadanej 5-tomowej historii Bizancjum, a na dniach syntezę H.Chadwicka o rozłamie koscioła wschodniego i zachodniego. Gorzej że z tego okresu niewiele jest tłumaczeń żródeł, poza Aleksjadą Anny Komneny, czy Kroniką Michała Psellosa (Biblioteka przekładów literatury antycznej – Ossolineum). Ale w tym samym czasie o straozytnym Egipcie wyszlo chyba z 5 pozycji… wszystkie zresztą bardzo ciekawe. Kwestia praw rozwoju akademickich społeczności – szkoła Michałowskiego się rozwija, a studia bizantynistyczne trochę skromnie wyglądaj. A relacje grecko lacińskie w sredniowieczu to fascynujaca historia, zwłaszcza ze to ciekawy przykład rozwoju dwu cywilizacji o odmiennie uksztaltoanym stosunku wladzy religijnej i świeckiej… Jest wszakaze jedna znakomita pozycja, moze ci nieznana, bo dośc rzadka: Walter Breschin – « Grecko łacińskie średniowiecze » (Oficyna TUM, Gniezno 2003) – zawierająca wyniki badan nad rękopisami greckimi na łacińskim zachodzie w średniowieczu i analizę ich znajomości, na podstawie marginaliów. Od razu chce sie wspomniec o: L.D.Reynols N.G.Wison « Skrybowie i uczeni – o tym jak antyczne teksty literackie przetrwały do naszych czasów » (Wydawnictwo Uniwersytsteu Warszawskiego 2008); oraz o wczesniejszym okresie zderzenia kultury latyńskiej i greckiej: Paul Veyne « Imperium grecko-rzysmkie » (Wyd. Derewiecki, Kęty 2005); a skoro juz jestem przy tej serii (Biblioteka historyczna) to jest straszna cegła gruntownie przedsatwiająca chrystianizacje zachodu: Bruno Dumezil « Chrzescijanskie korzenie Europy » Kęty 2008. Nie wiem, czy gromadzisz wydawnictwa Homini, ale wydają same arcydziela humanistyki, a dla spotkania wschodu i zachodu istotne jest: Martin West « Wschodnie oblicze Helikonu » – pierwiastki wschodnioazjatyckie w greckiej poezji i micie », Krakow 2008. Jest więc trochę do przeczytania, moze ty znajdziesz czas, bo choc to gromadze to go prawie nie mam. Czy pytalem cie już kiedyś, skąd jestes? Czy nie z Wrocławia? Qybacz ten slowotok, ale nie bardzo czasem jest z kim nawet o książkach pogadac. Dzieje ksiązek sa rownie fascynujące jak ludzi, o czym tym bardziej sie przekonują, gdy sam doświadczam, że dzieje to nie tyle sprawa faktów, co tego co ludzie o nich sadzą. Serdeczne pozdrowienia> serdeczne pozdrowienia z nadzieją na więcej pouczeń i> wskazówek

        J'aime

      4. na wstepie mała uwaga: ta seria o Bizancjum wydawana przez WAM jest w założeniu nie 5-tomowa, ale 3-tomowa. Akurat drugi tom, obejmujący okres do 1204 roku, a więc zajecia Konstantynopola przez łacinników jest w tej chwili tłumaczony (jeszcze). Wiem coś na ten temat, bo akurat ja to robię. Podobnie jak i ja tłumaczyłem tom I. Z drugim jest o wiele więcej zabawy, bo i problematyka szersza, w wielu aspektach w Polsce nieprzerabiana, co powoduje problemy terminologiczne. O ile przy pracy nad tomem I udało mi sie przebrnąć bez zbyt wielu interwencji w tekst, tak teraz co chwilę jestem zmuszony szukać dodatkowych materiałów, aby nie pozostawić czytelnika bez wyjaśnień co do tego, o czym jest mowa. W wielu rozdziałach podaje obszerne przypisy swojego autorstwa, w których opieram się na tym, co mogę z tej nikłej literatury w języku polskim znaleźć, lub przystosować z literatury w innych językach.Tak nawiasem mówiąc i wracając do wikipedii to pracujac nad ta częścią już zgłosiłem polskiej wersji wikipedii wiele poprawek i rozszerzeń.No i oczywiście, nie jestem z Wrocławia, ale z Krakowa.Co do ciekawych pozycji z bizantynistyki czy związków między Wschodem a Zachodem, faktycznie jest tego niewiele. Ostatnio przydała mi sie praca Dariusza Piwowarczyka wydana przez Bellonę « Normanowie i Bizancjum w XI stuleciu ». Ciekawy przyczynek nie tylko do dziejów Bizancjum ale i do spojrzenia na rozwój etyczny Europy – po zapoznaniu sie z przejawami i metodami ekspansji Normanów w Europie można zacząć wysuwać przypuszczenia, że bez Normanów Europa bylaby spokojniejsza, bardziej cywilizowana i o wiele bardziej etyczna. Moją reakcją po lekturze było: – Ci przeklęci Normanowie! Ale może powinienem więcej się dowiedzieć?Teraz meczę się z polityką monetarną Bizancjum. Niestety, praca tłumacza to nie tyko tłumaczenie słówek z jednego języka na drugi, ale przede wszystkim, po pierwsze: dokładne zgłębienie tematu, z czego wynika, że mam szanse na stawanie się coraz bardziej osobą wszechstronnie wykształconą ;-)Dlatego też nie mam za bardzo kiedy samemu coś pisać. Ogrom mojej niewiedzy zaczyna mnie przy tym coraz bardziej przerażać!Dlatego jestem często tak cięty na tych, którym wydaje się, że mając 20 lat i przeczytanych kilka haseł z wikipedii, mogą ferować wyroki, lub głosić « odkrywcze » tezy jak trzmiel z wiersza Herberta

        J'aime

      5. No toś mnie podprowadził… myślałem że mam do czynienia z amatorem jak ja…Jeśli tak, to muszę skompletować to dzieło…, z niecierpliwoscią czekam na ukończenie przez ciebie pracy. Czy pierwszy tom też ty tłumaczyleś?Może więc skomentuję inne twoje wpisy na tym blogu… Pozdrowienia.

        J'aime

      6. Przypomniało mi się.. jest znakomita praca: Robert BartlettTworzenie Europy. Podbój, kolonizacja i przemiany kulturowe 950-1350 wydana przez Pozna. Tow. Przyjaci^ł Nauk w 2003., w duzej mierze poswięcona ekspansji normańskiego rdzenia Europy. Niedaleko do wniosku ze bez Normanow nie byloby Europy, przynajmniej takiej jaka znamy. Mozna ubolewac, ze byla to kultura okrutna i ekspansjonistyczna, ale amputujac te cechy moglibyśmy nie miec jej w ogole. Napiecie miedzy tą żadzą ziemi i wladzy i przeciwstawna jej potencjalnościa chrzescijanskich idei stanowi chyba o jej specyfice. Zwyczjem krytykow kk jest zwalania okrucienstwa kultury europejskiej na kosciol, (mechanizm kozla ofiarnego) tytmczasem cywilizacja stworzona przez plemiona, ktore podbij mialy we kkrwi, po prostu nie mogla byc inna. Ciekawa jest za to ze byla to cywilzacja ktora stopila w jedno chrzescijanstwo i ekspansjonizm, kulture plemion « barbazynkich » i kuture antyczna przekazana w postaci zachowanej przez kosciol.

        J'aime

      7. bardzo ciekawe podejście – kiedy ja czytałem o normańskiej ekspansji odczuwałem coś w rodzaju żalu, że ten typ kultury przeważył ostatecznie w Europie i to nie tylko zachodniej ale także w kręgach wpływów bizantyńskich. To Normanowie w końcu poprzez swoje podboje i penetrację poprzez Italię, Ilirię, Grację i Anatolię aż do Azji Mniejszej i Syro-Palestyny doprowadzili do powolnego odchodzenia kultury bizantyńskiej w niebyt. Z drugiej strony nawet tam, gdzie ich nie było – Europa Wschodnia z Rusią – podobna kultura zaczęła dominować: kultura żądzy ziemi i władzy za wszelką cenę i bez respektowana jakichkowliek norm etycznych.Inaczej patrząc; w końcu to ta kultura opierała się przed inwazją Turków i powstrzymała ją w ramach dawnego Bizancjum. Normanowie niszcząc Europę jednocześnie ją ocalili stając się zbyt silnym elementem dla żywiołu tureckiego. Może tak było?Dziękuję Ci za wkład w moje poznawanie i rozumienie złożoności w tym, co zazwyczaj inni uważają za proste i oczywiste.Pozdrawiam

        J'aime

      8. nie miałem zamiaru Cię podprowadzać… 😉 Tak sie jakoś złożyło. Nie, nie jestem wcale zawodowcem, pozostaję w dalszym ciągu amatorem mając nadzieję na stałe uzupełnianie swojej nie tylko wiedzy, ale przede wszystkim umiejętności czerpania ze wszystkiego z czym się zapoznaję tego, co tkwi troche głębiej niż powierzchnia przekazywana w jedynie słusznej, ustalonej interpretacji. Faktycznie, przetłumaczyłem tom pierwszy, a praca nad drugim okazała się znacznie trudniejsza i uciążliwa niż przypuszczałem. Okres jaki II tom obejmuje jest co prawda długi, ale stosunkowo mało jest dokumentów źródłowych, dlatego też więcej przypuszczeń, hipotez, nie tyle co do wydarzeń histroycznych, lecz co do tła społecznego, ekonomicznego i politycznego. Ale za to jest wiele spraw naprawdę fasynujących. Myślę, że książka ukaże się na wiosnę 2010

        J'aime

      9. Jeśli pozwolisz… jesli chodzi o kwestie numizmatyczo historyczne, wydaje mi się że mogłbyś się zwrocić o kosultacje do prof. Borysa Paszkiewicza. Ma swoja www i e-mail, więc bez trudu znjadziesz kontakt. Gdyby przyszlo mu do glowy pytać, skąd pomysł aby właśnie zwrócić się do niego, możesz mu powiedzieć, ze doradził ci tak Kłapouchy.Zazdroszczu ci pięknej pracy która wykonujesz. Pozdrowienia

        J'aime

      10. dzięki za wskazówkę – nie omieszkam jej wykorzystać. Na razie robię, co mogę sam. Nie muszę dodawać, że taka praca jest niesamowicie atrakcyjna. A że lubię tłumaczyć, lubię też dogrzebywać się różnych nało znanych rzeczy to ciesze się, że paraca jest także moją przyjemnością.ps.gdzieś mogę znaleźć w internecie Twoje interwencje? Nie ukrywam, że czytanie jak rozprawiasz się z przesądami czy brakiem myslenia sprawiało mi zawsze dużą przyjemność. I bedzie sprawiało nawet jeśli miałbyś rozprawiać się z moimi przekonaniami..

        J'aime

      11. Witaj, ciesze sie ze umiesciles moj tekst w antologii. Nawaisem mowiąc, słynne dzieje kwestii « czy kobieta ma dusze » nie były mi znane, i z przyjemnoscia o tym czytałem. Jak tam drugi tom « Świata Bizancjum »? Udało ci się rozwiązać trudności?Pozdrowienia

        J'aime

    1. Patrząc z tego punktu widzenia, pewnie tak. Jest jeszcze mniej prawdopodobny. Bałbym sie jednak porównywać te dwie epoki, a przede wszystkim możliwość przechowania w nich zapisów z pierwszej ręki. O ile w XVII wieku obecna już była w miarę nowoczesna prasa, o ile w ogóle całkiem sporo ludzi umiało pisać i sporo tworzono dokumentów, to w I wieku cała ta sprawa wyglądała zupełnie inaczej. Sprawa Bruno działa się w centrum Europy – w Rzymie, sprawa Jezusa działa sie gdzieś na peryferiach tego samego Rzymu. Bruno był znaną powszechnie w kręgach litracko-filozoficznych oraz politycznych, osobistością. Jezus był praktycznie nikomu nie znanym wędrownym kaznodzieją jakch w tych czasach było w Judei wielu. Proces Bruno, o którym sporo mówiono trwał dwa lata. proces Jezusa, kilka godzin.Jednak co do obrony historyczności Jezusa, jego śmierci i zmartwychwstania, napisano już tony opracowań. Nie podejmuję się przez nie przebrnąć

      J'aime

    2. Raczej nie ma analogii. Zachowały sie bowiem konkretne świadectwa o ukrzyżowaniu malo znanej postaci; nie ma natomiast relacji o spaleniu słynnego intelektualisty; gdyz za takową nie należy uznać nawet Listu Schoppego; nawet bowiem przy założeniu jego autentyczności, nie pisze autor, że byl świadkiem egzekucji, choc wyraźnie zaznacza, że był świadkiem wydania wyroku. Ten brak opisów egzekucji z czasów wielkiej obfitości źródeł, kontrastuje z tak odległymi czasami, kiedy zachowanie jakiekokolwiek okruchu źródła jest godne podziwu. Poza tym w XVII wieku mamy do czynienia z wojną propoagandową, ktora sprzyjałaby wymyślaniu takich pomówień (choć jak sądzę z wyłożonych wyżej względów, nie jest to pomowienie); czyli kłamca mialby motyw kłamstwa; natomiast w I wieku brak motywow które mogłyby byc przyczyną stworzenia fikcji o ukrzyżowaniu; przeciwnie, ten rodzaj śmierci jako wyjatkowo haniebny nie słuzył wcale sprawie Jezusa z Nazaretu.

      J'aime

Laisser un commentaire

Entrez vos coordonnées ci-dessous ou cliquez sur une icône pour vous connecter:

Logo WordPress.com

Vous commentez à l'aide de votre compte WordPress.com. Déconnexion /  Changer )

Photo Google+

Vous commentez à l'aide de votre compte Google+. Déconnexion /  Changer )

Image Twitter

Vous commentez à l'aide de votre compte Twitter. Déconnexion /  Changer )

Photo Facebook

Vous commentez à l'aide de votre compte Facebook. Déconnexion /  Changer )

Connexion à %s